Czy rozmawiacie z dziećmi o śmierci?

Zbliża się 1. listopada. A ja się zastanawiam: czy zabrać moją córkę na cmentarz?…

 

 

Dziś będzie na poważnie. Nie o zabawkach, gadżetach i śmiesznostkach, ale o… śmierci. – Jak to, o śmierci na blogu dla mam i dzieci? Ano tak. Bo moja dociekliwa 3-latka zadaje już pytania, na które naprawdę nie wiem, co odpowiedzieć…
Zacznijmy od tego, że sama – jak pewnie każdy z was – czasem myślę o śmierci. Odkąd mam dziecko, jest to najczęściej myślenie w stylu:

 
– żeby tylko nic złego mi się nie stało, dopóki nie „odchowam” córki
– postarajmy się przeżyć wspólnie to życie jak najciekawiej się da 🙂

 
Czasem świadomość, że za ileś tam lat po prostu nas NIE BĘDZIE, przyprawia mnie o bezbrzeżny lęk i smutek. Tym bardziej, że biorę pod uwagę wersję, że TAM, może być jedno wielkie NIC: żadnych aniołków, rajskich ogródków i takich tam różnych wizji, mających nam osłodzić lęk przed śmiercią. W takich momentach, przypominam sobie dla otuchy cudowną książkę pt. „Gdybyś miał przed sobą rok życia” – według mnie, to najlepsza książka motywacyjna ever! Bo gdy tylko „przypomina” mi się, że kiedyś przecież umrę, naprawdę chce mi się wstać z łóżka i żyć pełnią życia: kochać, pracować, podróżować, jeść, gotować, pić wino, fotografować, spotykać się z przyjaciółmi itp. itd.
No, ale to sposoby na oswajanie się ze śmiercią przez dorosłych. Ale jak rozmawiać o śmierci z 3-latką?? Na początku sam wyraz „śmierć”, w obecności mojej córki, nie przechodził mi przez gardło. W naszej rodzinie był uroczy York o imieniu Sonia. Karolina Sonię uwielbiała. Ale któregoś dnia leciwa suczka odeszła do Krainy Wiecznych Snów. – Tylko jak to wytłumaczyć 2-letniej wówczas córce? Na pytanie „Gdzie podziała się Sonia” wiliśmy się więc jak piskorze i snuliśmy opowieści w stylu:

 
– Bo wiesz, Sonia miała katarek, i musiała jechać do doktora, a ten doktor powiedział, że Sonia musi zostać w szpitalu, żeby nie zarazić tym katarkiem innych piesków – więc Sonia w tym szpitalu była, i była, i jeszcze dłużej była, aż moja córka o niej zapomniała. Uff…

 

lemingrad_mom_post

 
W obawie o zbyt dociekliwe pytania omijałam nawet temat zabijania owadów. Muchy, pająki, komary i wszelkie inne insekty w naszym otoczeniu odganiało się, wynosiło na balkon itd. – ale nie uśmiercało. Aż Karolina znalazła gdzieś sama zasuszoną biedronkę i powiedziała:
– O, ta biedronka u m i e r ł a – uświadamiając mi, że moja córka jak zwykle wie i rozumie więcej, niż mi się wydaje 🙂
Ale jak powiedzieć małemu dziecku, że  u m i e r ł  człowiek? Jak wytłumaczyć, że na cmentarzu są pochowani ludzie? Dziadek, prababacia… Boję się, że to byłoby zbyt dużym szokiem. A jednocześnie wiem, że moja rezolutna córka nie kupi wersji, że cmentarz, to taki „ogródek”, gdzie się przychodzi jesienią i stawia kwiatki i świeczki, tylko czasem ktoś – nie wiedzieć czemu – ukradkiem popłakuje…
Więc mam małą zagwostkę przed 1. listopada.
*
Z drugiej strony, Karolina nie potrafi zrozumieć, gdzie „była” zanim się urodziła. Zresztą, co się dziwić 3-latce; mój umysł też tego nie pojmuje 😉

Kiedyś przeglądałyśmy razem rodzinny album. Karolina oglądała zdjęcia moje i męża, zrobione zanim jeszcze pojawiła się na świecie:
– A gdzie ja wtedy byłam?
– Kochanie, na tej wyciecze byliśmy z tatusiem sami…
– Ale gdzie ja wtedy byłam??
– Nie było cię jeszcze na świecie.
– Ale jak to?? Gdzie mnie wtedy  z o s t a w i ł a ś?
– Nie zostawiłam cię: byłaś wtedy jeszcze nie urodzona…
– To znaczy, że byłam jeszcze w twoim brzuchu? – Karolina nie odpuszcza i dalej drąży temat.
– Nie, jeszcze cię w ogóle nie było na świecie, dopiero potem byłaś w moim brzuszku i dopiero potem się urodziłaś.
– Hmmmm…… To chyba niemożliwe.

 
No właśnie. Gdzie byliśmy, jak nas jeszcze nie było? I gdzie będziemy, jak nas już nie będzie?
Czy Wasze kilkuletnie dzieci zadają takie pytania? Co im odpowiadacie? – Chętnie poznam Wasze historie i doświadczenia!

 
Podobał ci się ten wpis? Czytaj na blogu również artykuł Utrwalajmy chwile!

Komentarze

Navigate