„Mama-generałowa”

Z Pauliną Polko studiowałyśmy razem na Uniwersytecie Warszawskim. Dziś Paulina sama jest wykładowczynią, do tego mamą i „panią generałową”. – Ale co to właściwie znaczy w dzisiejszym świecie? Czy istnieje jakiś specjalny etos i sposób wychowywania dzieci w takich rodzinach?

 
Paulina – której wpisy śledzę na Facebooku – jest dla mnie często źródłem wiedzy na tematy polityczne, a zwłaszcza te związane z międzynarodowym bezpieczeństwem. Jest doktorem nauk społecznych w zakresie nauk o polityce, byłym pracownikiem Kancelarii Prezydenta RP oraz Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Dziś wykłada w Wyższej Szkole Biznesu w Dąbrowie Górniczej. Jest drugą żoną generała Roman Polko: byłego dowódcy elitarnej jednostki GROM. Mają dwójkę dzieci.

 
Nie zawsze zgadzam się z opiniami politycznymi Pauliny, ale wydała mi się idealną bohaterką do wywiadu w przededniu 11 listopada. Ja – przyznam się wam szczerze – trochę boję się tego święta. W naszym podzielonym społeczeństwie jest dziś tyle napięć i wzajemnej niechęci. Boję się, że z tego święta, które powinno mieć charakter radosny, rodzinny i pokojowy, znowu wyjdzie polityczna „nawalanka”. Obym się myliła…
*

paulina_polko

dr Paulina Polko

 
LEMINGRAD MOM: – Paulino, mam przed oczami wizerunki generałowych z kart polskiej literatury czy kinematografii. Choćby generałową z filmu „Katyń” Andrzeja Wajdy – piękną, inteligentną, niezłomną. Czy Ty – będąc żoną znanego generała – czujesz gdzieś tam nad sobą takie wzorce z polskiej historii? Czy one mają dla ciebie jakieś znaczenie?

 
PAULINA POLKO: – W czasie II Rzeczypospolitej żony wyższych oficerów rzeczywiście należały do elity kraju, zazwyczaj nie pracowały, prowadziły działalność charytatywną, wspierały mężów w ich karierze. Nie znaczy to oczywiście, że były kurami domowymi – większość posiadała gruntowne wykształcenie, znała języki obce, podróżowała, była oczytana. Choć oczywiście zdarzały się również „mezalianse”.
Z ciekawością czytam książki historyczne, ale przyznam szczerze, że nie odnoszę ich do siebie. Żyjemy w innych czasach, stopień wojskowy męża nie determinuje mojego życia. Nikt – poza jednym panem w serwisie samochodowym – w życiu do mnie „generałowo” nie powiedział, więc zupełnie nie mam powodu by tak o sobie myśleć 🙂

Swoje postępowanie, zwłaszcza w sytuacjach trudnych, czasem publicznych, staram się prowadzić tak, by było ono przyzwoite.
Oczywiście angażujemy się charytatywnie w wiele wydarzeń, wspieramy też takie fundacje jak „Dorastaj z Nami”, które zapewniają długofalową pomoc dla dzieci z rodzin, w których rodzic zginął na służbie – nie tylko jako żołnierz, ale też policjant czy strażak. Jeśli znane nazwisko pomaga przyciągnąć sponsorów czy zwrócić uwagę na ważny problem, to zawsze warto to wykorzystać.

 
Ośrodek Kultury w Siedlcach wpadł na pomysł konkursu pieśni żołnierskich … dla przedszkolaków pt. „Hej, idą strzelcy!”. Ja, jako mama, jestem przeciwna takim pomysłom. Co innego uczenie dzieci patriotyzmu, a co innego pewne gloryfikowanie wojny i walki, jakie teraz zaczyna panować w Polsce. Mnie to niepokoi. Próbuje się uczyć dzieci i młodzież, że wojna jest to taka romantyczna sprawa, albo wręcz „sexy” i „cool”. A moim zdaniem należy uczyć dzieci, że wojna to najgorsze, co może się nam przydarzyć. A jak patrzy się na takie konkursy i inicjatywy w rodzinach „żołnierskich”?

 
Uczenie zachowań patriotycznych to trudne zadanie, bo dzieci nie można straszyć wojną i śmiercią, przy całym szacunku dla bohaterów, których się wspomina. My staramy się naszym dzieciom raczej pokazywać, że żołnierze są właśnie po to, by wojen nie było (dlatego ćwiczą i jeżdżą daleko, by zapobiegać kryzysom). Że ich zadaniem jest, oprócz walczenia, ochrona najsłabszych. Ale i tak poczułam ścisk w gardle, gdy się dowiedziałam od pani katechetki w szkole córki, że Dominika modli się o to, by na świecie nie było wojen i tata nie musiał nigdzie jechać walczyć. Ma 8 lat, chwyta strzępy informacji z dzienników czy wiadomości radiowych i sama składa sobie to w całość. Bezwzględnie: wojna jest zła. Ale przed złem trzeba umieć się bronić.
Oczywiście w miejscowościach, gdzie stacjonują jednostki, których żołnierze wykonują zadania bojowe i każde dziecko ma w rodzinie kogoś w mundurze, czasem również mamę, wygląda to trochę inaczej. Strach o bliskich jest większy, często podparty doświadczeniem wiedzy o śmierci kogoś z garnizonu. W czasie gdy angażowaliśmy się w duże operacje w Iraku czy Afganistanie, wiele dzieciaków podczas świąt widziało ojców tylko przez chwilę, na ekranach komputerów podczas rozmów na Skypie. Tu potrzeba innej narracji, żeby w tych dzieciach nie powstało przekonanie, że ich rodzice biorą udział w czymś złym. Żeby umiały to poświęcenie zrozumieć i docenić.

W żadnym wypadku nie można jednak przedstawiać wojny jako czegoś, co jest „cool”. Tak robią terroryści.

 
Jak rozumiesz nowoczesny patriotyzm? Co starasz się wpoić swoim dzieciom?

 
Po pierwsze: poczucie przynależności, budowane na znajomości ojczyzny. Moim zdaniem bez tego trudno potem być otwartym na świat i akceptować inność, jeśli się nie zna kraju, w którym się wychowało i nie potrafi z porównań wyciągać tego, co wspólne i dobre.
Po drugie: odpowiedzialność za społeczność, w której się funkcjonuje. Nie można lekceważyć tego, co się dzieje obok nas, czekając na wielkie wyzwania. Bardzo pomaga nam tu szkoła córki, niepubliczna zresztą, która aranżuje dzieciom wiele okazji do wykazania się społecznościowym podejściem. Przez cały ubiegły rok dzieci, wspólnie z gronem pedagogicznym, organizowały pomoc dla chorej na raka córki jednego z nauczycieli. Na plastyce powstawały dzieła wystawione później na kiermasz. Rodzicie upiekli ciasta, ktoś zasponsorował napoje na piknik. Mamy robiące rękodzieła sprzedawały swoje prace , dochód przeznaczając oczywiście na rzecz chorej dziewczynki. Ktoś wydrukował plakaty informujące, jak przekazać 1 procent podatku. Nauczyciele przygotowali tak świetne przedstawienie, że nieustannie domagamy się bisu. Dzieci cały rok mówiły tylko o tym. Przy okazji odbyły z wychowawcą poważną rozmowę o chorobie i śmierci. To była naprawdę mocna lekcja wychowawcza.
Po trzecie: uczciwość i umiejętność przyznania się do błędów. Zawsze podkreślamy przy dzieciach, że wolimy od nich usłyszeć trudną prawdę niż miłe kłamstwo. Staramy się ten kręgosłup moralny budować już przy takich prostych sprawach jak mycie zębów czy wieczorne doskonalenie czytania. Bo od tego wbrew pozorom się zaczyna. Duże wrażenie zrobiła na mnie przeczytana już ponad 10 lat temu książka małżeństwa Kellingów „Wybite szyby” o tym, jak powstrzymać przestępczość w Nowym Jorku. Zamiast wysłać więcej policjantów na walkę z gangami radzili oni, by zamalowywać graffiti na wagonach metra i wstawiać wybite szyby w miejscach, gdzie je wandale niszczą. Po to, by nie powstawały lokalizacje wyklęte, z których normalni ludzie uciekną. Bo wtedy, naturalnie, przejdą one we władanie przestępców. Nikt nie staje się od razu mordercą. Najczęściej zaczyna właśnie od wybijania szyb.

 
Badasz naukowo zagadnienia dotyczące współczesnej sytuacji międzynarodowej, terroryzmu, bezpieczeństwa. A czy mogłabyś doradzić – jak matka matce – gdzie możemy a gdzie nie powinniśmy planować rodzinnych wyjazdów? Co sądzisz o bezpieczeństwie w krajach, które są popularnymi kierunkami wyjazdów Polaków: Turcja, Grecja, Niemcy…

 
W ubiegłym roku koleżanka zapytała mnie, czy puścić córkę na Światowe Dni Młodzieży. I dodała: czy ty puściłabyś swoje dziecko? Odpowiedziałam zgodnie z tym, co uważam, że ryzyko jest zawsze, ale już prędzej tam niż na wycieczkę do Paryża.
Smuci mnie, że na naszych oczach zachodnie stolice i kurorty – miejsca mojego turystycznego pożądania na studiach, gdy podróżowało się z plecakiem i namiotem, bardzo często autostopem – są dzisiaj lokalizacjami, które omijam. Staram się nie mieć paranoi, sporo podróżujemy, również z dziećmi, ale z Turcji na wakacje póki co zrezygnowałam. Wybrałam w jej miejsce jedną z greckich wysp, położoną z dala od przemytniczych szlaków. I z przerażeniem tam – na lokalnym lotnisku – obserwowałam kompletny brak kontroli osobistej podyktowany faktem, że mieli kumulację odlotów i trzeba było samoloty jak najszybciej „wypchnąć”. Naprawdę, można było na pokład wnieść wszystko! Sami niechcący, przez pośpiech, „przemyciliśmy” dwie duże butelki wody.
Nigdzie nie jest w pełni bezpiecznie, nad polskim morzem też – wbrew pozorom – gwarancji nikt nam nie da. Oczywiście nie radzę wybierać się do Syrii czy Afganistanu. Ale kluczowe, oprócz zebrania informacji o zagrożeniach, chociażby ze strony MSZ dedykowanej turystom, jest odpowiedzenie sobie na pytanie o poczucie własnego komfortu. Jeżeli na Lazurowym Wybrzeżu, zamiast delektować się słońcem, będę wypatrywać terrorystów, to na nic mi taki urlop. I odwrotnie: jeśli pojadę nad polskie morze i będę narzekać na brak pogody i parawany, to już lepiej zostać w domu. Generalną zasadą wartą zapamiętania dla osób szczególnie ostrożnych jest unikanie zgromadzeń – bo to one, jak pokazuje doświadczenie ostatnich zamachów – są zazwyczaj celem ataków. Gdybym miała na zbyciu kilka milionów zainwestowałabym w jakiś ośrodek gdzieś na Mazurach, z dala od głównych miejscowości turystycznych, i tam zrobiła nowoczesny obiekt dla różnych typów wypoczynku. Jeszcze kilka lat zamachów i takie miejsce może stać się hitem…

 
Możesz nam zdradzić jak zamierzacie spędzić najbliższe Święto Niepodległości? Piknik, marsz?…

 
Zazwyczaj, o ile pogoda i poziom zakatarzenia dzieci pozwala, wybieramy któryś z Biegów Niepodległości. Bardzo żałuję, że w tym roku nie uda nam się przyjechać na warszawski, bo jest to naprawdę świetnie zorganizowana impreza. Marsze, od kiedy stały się miejscem politycznych przepychanek, raczej z dziećmi omijam. Za to zawsze rano wspólnie wywieszamy flagi.

 
Twój mąż jest niezwykle sprawnym fizycznie mężczyzną i – z tego co wdziałam na waszych rodzinnych zdjęciach – cały czas dba o formę i kondycję. Czy łatwo dotrzymać kroku generałowi? 🙂

 
Wyznaję złotą zasadę równowagi: jak jedno biega, to drugie – dla przeciwwagi – nie musi 😉

A na poważnie: staramy się jak najwięcej aktywności realizować wspólnie, we czwórkę. I jeśli zaczynam mieć problem z dogonieniem kogoś, to raczej córki Dominiki, która na łyżwach i nartach przemieszcza się – zwłaszcza zdaniem przewrażliwionej matki – o wiele za szybko.

 
[Chcesz przeczytać rozmowę z inną inspirującą mamą? Zobacz mój post: Wywiad z Olgą Kozierowską – mamą trójki dzieci, która działa aktywnie na rzecz innych kobiet]

Zobacz również zdjęcia z archiwum rodzinnego generała Romana Polko i jego żony Pauliny:

dr_paulina_polko

roman_polko

paulina_polko_archiwum_rodzinne

roman_paulina_polko

 

Komentarze

Navigate