Mama na emigracji: Włochy.

Magda Karbowska mieszka między wzgórzami Bolonii a riwierą Adriatyku. Razem ze swoim włoskim mężem wychowuje dwójkę dzieci. Ceni to, co w Italii najlepszego: dizajn, modę, kuchnię, krajobrazy i „la dolce vita”.

 

LEMINGRAD MOM: – Jak długo mieszkasz we Włoszech i czym się tutaj zajmujesz?

MAGDA: – Moja przygoda z Włochami zaczęła się podczas studenckiego obozu integracyjnego, tuż przed podjęciem studiów na Wydziale Dziennikarstwa w Warszawie. Niewinna podróż z przyjaciółmi przerodziła się w przygodę życia, bowiem tuż przed końcem wyjazdu poznałam przyszłego męża, wówczas ratownika i studenta prawa. Od tego momentu każdą wolną chwilę spędzałam tutaj, by zaraz po obronie magisterki w 2003 r. przenieść się do Włoch na stałe. Ostatnio z niemałym zdziwieniem zauważyłam, że spędziłam tu już połowę życia.

Od razu po przyjeździe podjęłam pracę w zawodzie, w sporej agencji PR w Bolonii. Jak się okazało tutejsi pracodawcy wcale nie byli przyzwyczajeni do CV 25 latków z dyplomem, kilkuletnim już stażem zawodowym w międzynarodowych firmach i znajomością kilku języków. Na polskim rynku wydawało mi się to prawie normą.

Praca sprawiała mi przyjemność, jednak fascynacja modą wzięła górę i szybko zmieniłam sektor. Udało mi się dostać do dość hermetycznego środowiska domu mody Max Mara, co później pozwoliło mi otworzyć kolejne drzwi w świecie mody. Zajmowałam się wprowadzaniem marek na kolejne rynki europejskie i światowe oraz budowaniem i zarządzaniem międzynarodową dystrybucją. Dla osób kochających podróże to praca wymarzona. W poniedziałek Paryż, we wtorek Londyn, w środę Madryt czy Sztokholm. I tak przez 300 dni w roku. Do czasu…

Jak wiele mam w mig zrozumiałam, że pojawienie się dzieci zmienia perspektywę. Po narodzinach Zosi bez żalu zostawiłam podróże, by powrócić do pracy w PR. Przyjęłam propozycję z zapałem, bo dawała mi szansę pracy w jeszcze innym sektorze, który od zawsze zajmował czołowe miejsce na liście moich pasji: dizajnie. Okazało się jednak, że po 10 latach na walizkach nie jestem w stanie usiedzieć w biurze nawet minuty. Kiedyś tak dynamiczna praca w PR teraz wydawała mi się stagnacją. Poza tym, jak w podręczniku dla pracujących matek, ciążyła mi kwestia zaniedbywania domu i dziecka. Gdy urodził  się Leonardo zrezygnowałam z pracy, by zająć się rodziną i odnaleźć „la dolce vita”.

Kto zna mnie dobrze, wie jednak, że nie jestem w stanie dłużej usiedzieć na miejscu. Dlatego teraz, kiedy dzieci mają po kilka lat, próbuję kontynuować moją przygodę z wnętrzami. Dużym wyzwaniem okazała się własna działalność w dopiero rodzącej się na włoskim rynku specjalizacji home staging. Dziennikarska dusza doprowadziła mnie też do zarysowania koncepcji bloga związanego z włoskim stylem życia. Z przyjemnością zawiadomię odbiorców „Lemingrad Mom”, kiedy projekt zacznie przybierać konkretniejsze kształty.

Jeśli myślę o włoskiej rodzinie, to mam przed oczami anegdotyczną już włoską „Mammę”. Jak pokazują badania Eurostatu, we Włoszech coraz więcej młodych ludzi nie wykazuje chęci do samodzielnego życia. Ze swoimi rodzicami mieszka około 66 proc. Włochów w wieku od 25 do 34 lat. Myślisz, że bardziej chodzi tu o mentalność  czy może o kryzys ekonomiczny?

Dobre pytanie. Myślę, że jest to po trochu kwestia mentalności, ale pogłębiona realnymi trudnościami. Statystyki, do których się odnosisz pokazują, że mniej więcej połowa z tych osób ma pracę, jednak nie decyduje się na krok w stronę samodzielności. Z całą pewnością głównym problemem jest kryzys gospodarczy i brak stabilności. Millenialsi na własnej skórze masowo doświadczają trudności na rynku pracy, poświęcającym właśnie stanowiska i wynagrodzenie najmłodszych stażem pracowników. Moje  – od zawsze odczuwane – wrażenie braku „świeżej krwi” na włoskim rynku potwierdziły niejednokrotnie badania wykazujące, że jest tu jedna z najstarszych w Europie klas menedżerskich. To właśnie młodzi najbardziej odczuwają tu kryzys gospodarczy.

Mówiąc o zjawiskach społecznych i ekonomicznych we Włoszech, trudno jest generalizować terytorialnie ze względu na zaznaczone podziały w mentalności, zamożności i stylu życia tego kraju. Stąd podawane oddzielne dane dla północy: 58%, centrum : 61% i południa: 68% młodych w domu rodzinnym (dane Istat).

Jednocześnie statystyki niewątpliwie ujawniają aspekt kulturowy tutejszej niechęci do samodzielności, czego dowodem jest fakt, że 20 lat temu, daleko od jakichkolwiek zapowiedzi kryzysu, dokładnie ten sam procent (63%) Włochów poniżej 35 roku życia mieszkał z rodzicami. Silne przywiązanie do rodziny i terytorium robi swoje.

Ciekawe jest to, że kobiety okazują się bardziej niezależne od tutejszych mężczyzn. Wg. badań z 2015 r. 56% młodych Włoszek mieszkało z rodzicami, zaś mężczyzn aż 68%. Faktem jest jednak to, że coraz później Włosi decydują się na założenie rodziny. Pierwsze dziecko po 40-tce, nie do pomyślenia w krajach skandynawskich, to tutaj już prawie norma. Trudno się dziwić. Na własnej skórze doświadczyłam trudności z dostaniem się do państwowego przedszkola.  Jeśli chodzi o żłobki, to choć oferowane przez Państwo, są płatne. W naszym rejonie to kwota rzędu 300-450€ miesięcznie. Jeśli dodamy do tego, że średnia pensja we Włoszech to 1.500€ na rękę, sprawa staje się jasna. Wiele matek rezygnuje z kariery po narodzinach dzieci, bo zapewnienie opieki dla maluchów pożera znaczną cześć dochodów. W takiej sytuacji szalka się przeważa na rzecz rodziny. Zwłaszcza na południu. Wg. badań Openpolis z grudnia 2015 r. tylko 57% Włoszek mających jedno dziecko pracuje, podczas gdy w przodującej pod tym względem Danii aż 82%.

Jakie udogodnienia dla mam oferuje włoskie państwo? Czy są jakieś rozwiązania, które chciałabyś przenieść do Polski?

Jak wspominałam życie włoskich młodych mam nie jest różowe, przynajmniej w statystykach. Na plus zaliczam urlop macierzyńskich. Obowiązkowe 5 miesięcy (2 przed i 3 po porodzie lub, jeśli zdrowie na to pozwoli,  1 przed i 4 po) płatne 80% pensji. Dodatkowo matka ma prawo zażądać dodatkowych sześciu miesięcy (płatnych już tylko w 30%) do wykorzystania do czasu osiągnięcia przez dziecko 12ego roku życia. W praktyce wiele mam zachowuje ten czas na przedłużenie wakacji z dorastającymi dziećmi.

Gorzej sytuacja przestawia się w przypadku ojców, którym od tego roku przysługują 2 dni wolnego (dotąd tylko jeden!). Od przyszłego roku planowane są 4.

We Włoszech funkcjonuje instytucja „rodzinnego”, ale są to kwoty symboliczne, rzędu kilkudziesięciu euro miesięcznie.

Prawo teoretycznie gwarantuje też mamom miejsce pracy po powrocie z urlopu macierzyńskiego, niestety w praktyce bywa różnie.

Włochy to kraj pięknej historii, architektury, literatury, filozofii itd. Na ile dzieci są tu uczone tego dziedzictwa?

Nasza przygoda z włoskim systemem edukacji dopiero się zaczyna. Syn kończy żłobek, a córka od września zacznie uczęszczać do szkoły podstawowej. Moja praktyczna wiedza na ten temat opiera się głównie na opowieściach innych mam i informacjach zebranych podczas dni otwartych organizowanych przez szkoły. Do tego dochodzą doświadczenia z dorosłymi Włochami, którzy czasem doskonale znają historię własnego regionu, ale mają problem z przytoczeniem dokładnej daty wybuchu drugiej wojny światowej. Tłumaczę to sobie faktem, że włoska historia jest naprawdę obszerna i chcąc ją zgłębić, zapewne mniej czasu zostaje na dzieje reszty świata 🙂

 

A na poważnie, Włosi są bardzo związani z własnym terytorium, czasem bardziej z regionem niż koncepcją Włoch jako jednego kraju, który – jak wiadomo – ma relatywnie krótką historię. Mają też rzeczywiście bogatą kulturę i z przyjemnością dowiedziałam się na przykład, że w przyszłej szkole mojej córki  prowadzone są zajęcia ponadprogramowe z dzieł Dantego Alighieri, bo tak się składa, że poeta ten właśnie w tym mieście dokończył pisać „Boską Komedię”. Tam również jest pochowany. Rawenna przez 200 lat była też stolicą władztwa bizantyjskiego, dzięki czemu słynie z zapisanych na listę UNESCO niepowtarzalnych mozaik z tamtego okresu. Pomimo, że zdobią liczne sklepienia od przeszło 1500 lat nadal zadziwiają kunsztem wykonania i intensywnością kolorów. Nietrudno się dziwić, że tutejsze szkoły prowadzą zajęcia z mozaikarstwa. Zaskoczyło mnie za to, choć pozytywnie, hasło w programie nauczania związane ze zjawiskiem… mafii. To dobrze, że od najmłodszych lat uczula się na ten fenomen, który w moim przekonaniu jest znaczącą przeszkodą w większym rozwoju tego kraju.

Jeśli chodzi o architekturę, to czytałam niedawno najnowsze doniesienia QS World University Rankings, według których Mediolańska Politechnika znajduje się w ścisłej czołówce światowej jeśli chodzi m.in. o sztukę, architekturę i dizajn właśnie. Z całą pewnością jest tu wielka tradycja w tej dziedzinie. Renzo Piano, Gae Aulenti, Antonio Citterio, Massimiliano Fuksas, Alessandro Mendini, Gio Ponti to postaci, które nie tylko ukształtowały włoski design i architekturę, ale silnie wpłynęły na trendy międzynarodowe.

Włochy mogą się pochwalić 5 tysiącami funkcjonujących muzeów. Wbrew międzynarodowym trendom niechętnym muzeom, Włosi z roku na rok coraz częściej je odwiedzają. Niewątpliwie przyczyniła się do tego polityka wolnych wstępów w niedziele. To dumny i ciekawy swojej kultury naród. I słusznie, bo jest się czym chwalić.

Jakie są Twoje wrażenia na temat edukacji przedszkolnej i wczesnoszkolnej?

Jak stosunkowo niedawno dowiedziałam się, Włosi mają duży wkład w teorię edukacji i pedagogikę. Mam tu na myśli praktykowaną na świecie, w tym w Polsce, metodę Montessori, czyli system wychowawczy dzieci od urodzenia po wiek przedszkolny i szkolny, zapewniający wszechstronny rozwój dziecka poprzez zabawę. U jego podstaw stoją: niezależność, wolność wyboru i uszanowanie naturalnego rozwoju dziecka.

Żłobek, do którego uczęszcza mój syn, co prawda bezpośrednio nie odwołuje się do tej techniki, jednak w praktyce stosuje wiele jej elementów. Już na pierwszym zebraniu rodzice zostali poinstruowani, żeby nie dziwić się, ze ich pociechy nie będą non stop zabawiane. Chodzi o to, by same odkrywały problemy i znajdywały rozwiązania, uczyły się relacji społecznych z innymi. W ciągu dnia proponowane są alternatywne aktywności, z których dzieci mogą samodzielnie wybierać. W praktyce przez salę przejeżdża kilka pociągów uformowanych przez nauczycielki i dzieci, które prowadzą do różnych laboratoriów, czy innych przestrzeni w przedszkolu. Maluchy same podczepiają się do wybranego pociągu w zależności od tego czym chcą się zająć.

Zarówno w przedszkolach, jak i w podstawówkach zaobserwowałam montessoriański sposób ekspozycji książek. Nie ciasno jedna za drugą, grzbietem do wierzchu, ale okładką do przodu, na płaskich półkach. Dzięki temu dzieci widząc okładki chętniej sięgają po lektury.

Innym typowym elementem jest oszczędne wyposażenie sali, tak aby nie odwracać uwagi dzieci. Wszystko jest w zasięgu ręki maluchów, a zabawki są z naturalnych materiałów. Typowe jest także lustro zawieszone na całej powierzchni ściany, w którym dzieci mogą obserwować swoje gesty i mimikę.

Mówiąc o wychowaniu dzieci trudno nie wspomnieć o diecie. Śródziemnomorska kuchnia uważana jest za jedną z najzdrowszych na świecie i rzeczywiście muszę przyznać, że stanowi ważny punkt w programie szkolnym. Placówki, do których uczęszczają moje dzieci oferują wyłącznie żywność organiczną, przygotowywaną na miejscu. W innych placówkach bywa dowożona, ale pilnuje się by były to krótkie odległości, co zapewnia świeżość potraw. Każde zebranie z rodzicami zawiera instrukcje dotyczące zdrowego i prawidłowego odżywiania maluchów. Zachęca się całe rodziny do takiego odżywiania, by służyć najmłodszym najlepszym przykładem. Co roku organizowane są w przedszkolnej kuchni bezpłatne kursy zdrowego gotowania skierowane do rodziców.

W przyszłej podstawówce córki jest dodatkowa przestrzeń kuchenna, ufundowana zresztą przez rodziców, w której dzieci samodzielnie gotując zapoznają się z kuchniami świata. Te dwa aspekty: bliska współpraca rodziców ze szkołami i wrażliwość na wielokulturowość, bardzo mnie tu urzekły.

W szkole są sale ozdabiane wspólnie przez dzieci i ich rodziców, członkowie rodziny mają też często możliwość przekazywanie swoich szczególnych umiejętności na forum szkolnym. Mój mąż, jako były gracz koszykówki, z pewnością nie raz wystąpi w koszulce trenera. Dziadek z doświadczeniem aktorskim czyta uczniom lektury. Szkoła ma też chór, w którym rodzice śpiewają z okazji świąt. Wielokulturowość to zjawisko, którego włoskie szkoły nie ignorują, wręcz przeciwnie, starają się podkreślać płynące z niej bogactwo. Poszanowanie dla innych narodowości widać w wielojęzykowych prezentacjach i listach tych placówek.

Każda napotkana przeze mnie szkoła ma też wyznaczoną osobę odpowiedzialną za nauczanie włoskiego dzieci obcokrajowców, by zapewnić im równy start.

 

Wreszcie zaczyna się też coś dziać w kwestii nauki języków obcych, która do niedawna, mówiąc kolokwialnie, mocno kulała w tutejszym szkolnictwie. Od lat przedszkolnych praktyką jest teraz nauczanie angielskiego, coraz częściej z zaangażowaniem tzw. native speakera.

Czy utrzymujesz jakieś kontakty z innymi rodzinami z Polski?

Mam niewielkie grono przyjaciół w Polsce, z którym utrzymuję kontakt i widuję się przy każdej okazji. Odkąd pojawiły się dzieci, częstotliwość moich wyjazdów do Polski niestety spadła. Bywam 1-2 razy do roku. Nie mogę się doczekać kiedy maluchy dorosną, bo chciałabym pokazać im trochę fajnych miejsc w Polsce, polskie obyczaje i dziedzictwo. Na razie, poza Warszawą, zaliczony mamy z Zosią tylko Kraków.

Jeśli chodzi o polskie rodziny we Włoszech, to przyznam, że znam tylko parę. Ale prawdą jest, że ze względów zawodowych przez większą część czasu bywałam poza granicami Włoch, więc nie było wiele okazji do spotkań.

Nie mogę nie spytać o Twoją włoską teściową ! Czy jest taka, jak te piękne, silne Włoszki, które oglądamy w filmach, które trzęsą swoją rodziną, inteligentnie sterują mężczyznami  i są oczywiście zakochane w swoich synach?

O miłości na linii włoska matka-włoski syn powstała tu już niejedna książka. Nawet sami Włosi przyznają, że matka to dla nich namiastka „Madonny”, czyli Matki Boskiej. I nie ma w tym wiele przesady. Jak matka coś powie, to jest święte. Z teściową trzeba się liczyć. Mnie na szczęście trafiła się drobna osóbka o pogodnym usposobieniu. I jeśli już dochodzi do jakiś sporów w rodzinie, to ona staje murem po mojej stronie. Jest jednak prawda w tym, że przy miłym usposobieniu potrafi wyegzekwować ważne dla niej sprawy. Ale czy my kobiety wszystkie takie nie jesteśmy?…

Z drugiej strony, muszę przyznać, że mam koleżanki, które całe życie niejako konkurują z teściową o wpływy, bo ingerencje potrafią być dość uciążliwe, począwszy od narzucania określonego fotografa na ślub po wybór pediatry dla dziecka. Znam nawet przypadki panów, którzy nie mieli odwagi przyprowadzać dziewczyn do domu w obawie przed scenami ze strony matki.

Z jednej strony Włochy kojarzą się z „Mammą”, z drugiej z „macho” i patriarchatem. A w jakim duchu wychowuje się tu dziś dzieci? Jakie wzorce dominują Twoim zdaniem?

Ciężko mi się wypowiedzieć na ten temat nie popadając w schematy. Jak wcześniej wspominałam, istnieją silne różnice kulturowe między włoską północą i południem. Ja mieszkam na północy i widzę na co dzień silne wzorce kobiece. Może to i rządy cieni, ale kobiety trzęsą życiem rodzinnym. Każdy Włoch jakiego znam, bez wyjątku, a co lepsze, z dumą przyznaje, że w domu nie ma nic do powiedzenia. Oczywiście prawda nie jest tak czarno-biała, ale rzeczywiście coś w tym jest. Z drugiej strony znani mi tutejsi panowie, włączając w to mojego męża, mają bardzo silne poczucie odpowiedzialności za rodzinę. Jemu w głowie się nie mieści, jak można by pobrać się, nie mając możliwości zapewnienia własnego dachu nad głową rodzinie. Być może to jest również przyczyna, dla której, jak mówiłyśmy wcześniej, Włosi coraz późno decydują się na założenie własnej rodziny.

Bardziej z opowieści niż z własnego doświadczenia wiem, że sytuacja wygląda inaczej na południu Włoch, gdzie może rzeczywiście pozycja kobiety jest trochę inna. Znając Włoszki, nie byłabym jednak tego taka pewna.

Czym dla Ciebie jest słynne „la dolce vita”? Czy rzeczywiście istnieje jakiś szczególny, włoski, sposób na celebrowanie życia i jego ulotnych momentów?

„La dolce vita” w ogólnym rozumieniu to umiejętność cieszenia się chwilą, małymi rzeczami. We włoskim wydaniu oznacza dużą dawkę wspaniałego domowego jedzenia w towarzystwie rodziny i przyjaciół, najchętniej w rodzinnych stronach. To dość nieuchwytne wrażenie, ale silne związane z włoskim stylem życia.

Ze względów zawodowych mieszkaliśmy z mężem przez kilka lat w Szwajcarii. Pomimo tego, że był to włoski kanton i piękna okolica nad jeziorem Lugano, cały czas czuliśmy się tam nieswojo, brakowało nam tego „czegoś”. Ulice puste, restauracje zamykane o 22. To nie było to. Między innymi dlatego wróciliśmy do Włoch.

Parę lat temu znaleźliśmy się na weselu u przyjaciół urządzonym nad jeziorem Como, rzut beretem od naszych „starych” szwajcarskich stron. Korzystając z okazji wróciliśmy z sentymentem do „naszej knajpki”. Lipcowy wieczór. Piękna pogoda. Piękne jezioro, drogie jachty przycumowane przy brzegu. Ale w powietrzu jakiś smutek. Szybko wyszliśmy, wsiedliśmy do samochodu i za pół godziny byliśmy już za włoską granicą. Może domy już nie tak luksusowe, ludzie momentami zbyt hałaśliwi, ale tu czujesz, że żyjesz. Lodziarnie pełne ludzi mimo nocnej pory. Na ulicach śmiech i radość. I to jest to!

Jak Włosi najchętniej spędzają czas wolny z dziećmi? Czy jest duża oferta kulturalno-rozrywkowa dla „dzieciatych”?

Włosi mają to szczęście, że cieszą się świetnym klimatem przez sporą część roku. Dlatego wolne chwile często spędzane są na świeżym powietrzu. Nasz znajomy Holender śmieje się, że każdy Włoch ma mieszkanie lub dom nad morzem. Sporo w tym prawdy. Niemal z każdego miejsca we Włoszech, w krótkim czasie, można dojechać nad morze. Z pierwszymi promieniami słońca autostrady zapełniają się rodzinami jadącymi na wakacje, na długi weekend, czy nawet na jeden dzień na plażę. Sami mamy to szczęście, że udaje nam się spędzać kilka miesięcy w roku nad Adriatykiem. Mamy tam zawsze zarezerwowane leżaki i parasol oraz wakacyjnych przyjaciół, których co roku spotykamy w tym samym miejscu, z rakietą do tenisa plażowego. Chyba nie ma Włocha bez takich wspomnień z dzieciństwa.

Jest jeszcze kategoria tych, którzy wolą wycieczki górskie, ale i dla nich Włochy mają dużo do zaoferowania.

Kto w sierpniu odwiedził włoskie duże miasta jak Mediolan, Rzym, czy Neapol, z pewnością miał wrażenie wymarłych miast. Teraz już wiecie, gdzie wszyscy byli… Z zamiłowaniem uprawiali „la dolce vita”.

Dziękuję za rozmowę.

Z cyklu „Mama na emigracji” przeczytaj również wywiad Lemingrad Mom z Eweliną, która wychowuje córeczkę w USA

Na fotografiach – Włochy oczami bohaterki mojego wywiadu, Magdy:

17321314_1913323892220570_885050905_n

17238799_1913321555554137_980217548_n

Lemingrad_Mom_wywiad

17270374_1913320775554215_617032812_n

17321380_1913323548887271_71738902_n

17238872_1913324442220515_1214972578_n

 

Komentarze

Navigate